piątek, 25 maja 2012
Och i ach i tym podobne jedynie westchnienia pojawiają się od czasu do czasu, a w zasadzie częściej, po powrocie z Italii. W snach wciąż słoneczno-cieniste uliczki, piazze pełne bawiących się dzieci i podpierających ściany sędziwych włoskich matron, w ustach smak espresso i tortu figowo-orzechowego. Jestem Włoszką, której złośliwie przewrotny los nakazał urodzić się w zupełnie innym kraju. Za każdym razem wracam stamtąd z nadmiarem energii, optymizmem wydobywającym się z każdej komórki ciała i przekonaniem, że jednak la dolce vita!
A więc da się być szczęśliwą. I nikt nie jest do tego potrzebny, szczęście jest jest tam tak naturalnym stanem, że nawet nie dziwi, po prostu jest. Otwierasz rano oczy i okiennice i wiesz, że ten dzień będzie świetny, że ty będziesz cudowna i nawet jeśli coś, co sobie zaplanowałaś, nie wyjdzie, to nie szkodzi, to co spotka cię zamiast, okaże się ciekawsze i bardziej "na miejscu". We Włoszech sprawy układają się tak, jak powinny. I dziwi mnie jedynie to, że mieszkańcy półwyspu wciąż nie wpadli na pomysł, żeby to szczęście sprzedawać w małych fiolkach. Sama zapakowałabym nimi całą walizkę, żeby dawkować je sobie w szaro-szare jesienne i zimowe dni. Ponieważ jednak technologia przetwarzania i obróbki tego delikatnego materiału wciąż wydaje się niejasna, pozostają zdjęcia. I sny. I wspomnienia. Oraz przeszukiwanie stron internetowych w poszukiwaniu biletów lotniczych. Bo ja tam wrócę. To pewne.
Dziś dwa krótkie strzały. I wiem, wiem... jestem Wam wciąż winna Azję :)
czwartek, 24 maja 2012
środa, 18 stycznia 2012
Koloruję rzeczywistość :)
Płyną dni od powrotu. Sama nie wiem czy szybko, czy wręcz przeciwnie – leniwie. Powoli pojawiają się pomysły na kolejne podróże, mam nawet pomysł na podróż zwaną życiem, ale czy się uda?
Słowa kłębią się nadal, buzują, szukają ujścia, tylko ja jakaś taka pozamykana. To jest absolutna nowość dla mnie, zawsze miałam potrzebę mówienia, dzielenia się wszystkim a teraz część trzymam dla siebie, częścią dzielę się z wybranymi, najbliższym, część gdzieś tam wymyka się przez skorupę.
Obiecałam jednak, że zmobilizuję się do pisania. To ruszam. Dziś to, czego brakuje mi najbardziej zimą – rośliny, przede wszystkim kwiaty. Prawda, że niesamowite.
Wpis i zdjęcia dedykuję Pani Urszuli :))) Za mobilizację :)
A z tym kolorowaniem to...
nieważne, ważne że działa :)
wtorek, 6 grudnia 2011
Ufff...
Jak tu wrócić w stare schematy, kiedy pod powiekami wciąż Azja??? Układam ją w sobie, próbuję ubrać w słowa, wspominam. Tkam opowieść o barwnym świecie mnichów, świątyń, zwykłych ludzi. Kraina Tysiąca Uśmiechów. Miejsce, do którego chcę wrócić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








