Porządki robę w zdjęciach z podróży. Wiele razy obiecałam samej sobie, że się za to zabiorę, po czym odkładałam to na później. Tym razem może się uda, w końcu niedługo ma zjawić się Ola, nie mogę zasypać jej tymi tysiącami nieposegregowanych fotek :)
Po Nadbałtykach jeździłam w zeszłym roku we wrześniu. Okazały się świetnym i mało jeszcze eksplorowanym kierunkiem. Moim sercem zawładnęła Estonia, ale Litwa i Łotwa też są warte polecenia.
Ryga jest pięknym miastem, które po przytulnym, swojskim Wilnie, zadziwia rozmachem. Miasto jest secesyjne, ale nie brakuje starych, kupieckich kamienic, baszt, wąskich uliczek. Warto tu patrzeć nie tylko pod nogi, ale również na dachy. Zawsze może okazać się, że przycupnął tam ktoś, kto ponad głowami przechodniów postanowił oddać się lekturze. To miasto szczegółów, bliskich kadrów. Wciąż jednak można tu trafić na miejsca, które przenoszą nas w lata 70-te ubiegłego wieku. Ale o tym w oddzielnym wpisie. Klimatem Ryga trochę przypomina Gdańsk. Nic dziwnego, w końcu Hanza. Zresztą, zobaczcie sami.