piątek, 9 lipca 2010

Letnio i całkiem zmysłowo...




... przynajmniej dla mnie. Dziś upał taki, że trudno się oddycha, myśli, żyje. Ale w końcu to lato, prawda? Wieczór będzie taki jak lubię - z nagrzanymi ulicami i domami, uśmiechniętymi, opalonymi ludźmi i muzyką w tle. Wystarczy wskoczyć w sukienkę i obcasy i można się bawić niczym na zachodniej riwierze. Do szczęścia potrzebne jeszcze tylko zimne mojito...

środa, 7 lipca 2010

Świeżutkie




Oto najnowsze zdjęcia, wynik przedwczorajszego wieczornego spaceru. Widok na port i coś dla miłośników sportów rowerowych :)

poniedziałek, 5 lipca 2010

Włochy w detalu

Spojrzenie na Wieczne Miasto zza pleców któregoś z apostołów. Poniżej Rzym przez dziurkę od klucza. Czyż nie jest urokliwy?




Trochę drobiazgów i szczegółów architektonicznych. Architektura to jeden z powodów, dla których kocham Włochy. Zachwycam się finezją, precyzją, dopracowaniem i fantazją twórców. I nieustająco się dziwię, że to przecież zimny kamień.






Bazylika św. Pawła za Murami (San Paolo fuori le Mura ) - jedna z czterech bazylik papieskich na terenie Rzymu.




Powyżej widok na plac przed Bazyliką św. Piotra.


















W Mediolanie nawet święci zachęcają do robienia zakupów :)

I jeszcze fragment fasady Katedry Narodzin św. Marii w Mediolanie ( Duomo St. Maria Nascente di Milano ).

piątek, 2 lipca 2010

Włoskie wakacje...



... czyli wspomnień czar. Z czasów, kiedy fotki nie zajmowały mnie tak, jak obecnie a zasady kompozycji dobierałam "na czuja", bez jakiejkolwiek podbudowy teoretycznej. Nie zmieniało to oczywiście mojej radości z fotografowania...

ani mojej miłości do wszystkiego co włoskie, do włoskiej architektury, pasty, zapachu nagrzanych murów, słońca, atmosfery sjesty i poczucia wszechobecnego szczęścia. Tam jakoś łatwiej jest cieszyć się drobiazgami.
























Po cichu liczę, że i w tym roku się tam wybiorę. Trzymajcie kciuki!

czwartek, 1 lipca 2010

Sielsko-anielsko

Dziś takie zdjęcia, których oglądanie robi mi dobrze, rozgrzewa coś w okolicy mostka, czyli cud-miód, sielsko-anielsko i takie tam. Po prostu uczta dla oka, serca i ducha.





Czasem aż wydaje mi się, że mogłabym zamieszkać w takim miejscu... Nic tylko zieleń, kwiaty, wietrzyk, cisza, spokój.

I pszczoły brzęczące nad uchem...